Pomorskie Forum Eksploracyjne
https://forum.eksploracja.pl/

Nieszawa 1945. "I odpuść nam nasze winy..."
https://forum.eksploracja.pl/viewtopic.php?f=7&t=8457
Strona 1 z 1

Autor:  Apolinary [ 13 kwie 2008, 21:40 ]
Tytuł:  Nieszawa 1945. "I odpuść nam nasze winy..."

W 1945 roku sąsiedzi wyznania ewangelickiego zostali skoszarowani w nieszawskiej szkole. Wykonywali prace porządkowe, nosili swastyki, patrzyli na dawnych polskich znajomych. Najprawdopodobniej po kilku tygodniach przyszła noc mordu. Niemcy zostali wygnani na bulwar, kazano skakać w lodowatą toń mężczyznom, kobietom, dzieciom... Do tonących strzelano z karabinów maszynowych.
Następnego dnia miasteczko ujrzało ciała tych, których nie porwał nurt rzeki.
Nieszawa się zasklepiła. W miasteczku było "głośnocicho" - każdy wiedział o morderstwie, nikt nie wskazał zbrodniarzy. Ludzie żyli kilkadziesiąt lat przytłoczeni skorupą zduszonej winy. Aż nadszedł czas, kiedy ówczesny proboszcz, podczas uroczystej Mszy w rocznicę wybuchu wojny, próbował odkryć tajemnicę. Powiedział: a ten wieniec kładę za tych, których utopiono w Wiśle. Po kościele poszedł szmer: ksiądz jest za Niemcami. Proboszcz opuścił parafię.
Później do Nieszawy przyszli księża Zdzisław Pawłowski i Wojciech Sowa - koledzy z seminarium. Zaczęli pracować nad oczyszczeniem pamięci. Przekonywali parafian o konieczności wypowiedzenia prawdy. Pamięć o ofiarach pogromu zaczęła się otwierać.

Autor:  Adr [ 13 kwie 2008, 21:46 ]
Tytuł: 

http://www.tygodnik.com.pl/numer/2694/morawiecki.html

Głośnocicho
JÊDRZEJ MORAWIECKI




Najpierw był list. Czytelnik „Tygodnika” pisał: „W Nieszawie – miasteczku nad Wisłą, między Toruniem a Włocławkiem – odbyły się w grudniu rekolekcje adwentowe. Kapłani je przygotowujący – ks. proboszcz Wojciech Sowa oraz ks. dr Zdzisław Pawłowski – wybrali sakrament pokuty i pojednania jako ich temat przewodni. Ks. Pawłowski (...) wypowiedział znamienne zdanie, które tłumaczy nasze trudności z prawdziwą skruchą: »Niewielu ludzi potrafi okazać szczerą skruchę, która daje możliwość pojednania, gdyż mało kto jest w swoim życiu tylko skrzywdzonym lub tylko krzywdzicielem. Zazwyczaj każdy z nas doznał krzywdy i w późniejszym czasie krzywdząc drugiego uważa to za sprawiedliwą odpłatę za swoje przeżycia«. (...) Tuż po wojnie, jesienią 1945, mieszkańcy Nieszawy pochodzenia niemieckiego zostali aresztowani. Całe rodziny przetrzymywano w miejscu odosobnienia. (...) Pewnej nocy, po zakrapianej libacji, grupa mieszkańców Nieszawy – być może wraz z milicjantami – udała się do pozostałych jeszcze uwięzionych, wyprowadziła ich nad Wisłę i w bestialski sposób potopiła. Wśród kilkudziesięciu ofiar były kobiety i dzieci. Winnych nigdy, o ile wiem, nie osądzono, a całą sprawę okrywa zmowa milczenia”.


I.


Wizyta w Toruniu. Herbata, keks, jazz w tle. Rafał Biernacki, autor listu do „Tygodnika”, opowiada: „W Nieszawie wszyscy wpadli w jakąś dziurę, to przechodzi z ojca na syna. Małe miasteczko, dwa i pół tysiąca ludzi, wszyscy się znają, większość bez pracy. Atmosfera złej senności. O morderstwie do tej pory milczeli. Sprawa wypłynęła dopiero na rekolekcjach. Ale po Mszy wielu mówiło: »Co to za pomysły, co to za wydziwianie, co za przepraszanie!«. Nie ma żadnych dokumentów na to, co się stało. Dzisiaj kolega mówił mi przez telefon o Solcu Kujawskim, o formalnym obozie. Znajomy z pracy wspomniał o czymś spontanicznym w Brodnicy. Nieszawa może być wierzchołkiem góry lodowej”.


II.


Nieszawa majaczy za zamarzniętą samochodową szybą, rozbłyska na chwilę latarnią przed urzędem miasta, żółtym światełkiem rozpędzonej motorynki, jakąś żarówką w bocznej uliczce, odblaskiem na Wiśle. Potem miasto zamyka się znów w czarnych bryłach budynków.
Oblodzone schody, furta, klasztor.
W gabinecie czeka ksiądz Pawłowski. Najpierw mówi, że on sam jest na uboczu życia, na uboczu miejscowych spraw, że dowiedział się o wszystkim dopiero w listopadzie, od proboszcza Sowy. Że to był ostatni dzwonek, żeby zmieścić się z pokutą w Roku Jubileuszowym, aby oczyścić pamięć.
– Proboszcz jest tu dopiero ósmy rok, to i tak dużo, że ktoś mu powiedział o zbrodni. Między wierszami wyczuwa się, że sprawcy nie żyją – mówi ksiądz Pawłowski. – Motyw? Na pewno po części obawa, że Niemcy zostaną wypuszczeni, że wrócą do swoich domów, już zajętych, strach, że będzie się trzeba wyprowadzić. Padają nazwiska, ludzie mówią, kto to był. Ale nam nie o to chodzi.
Rafał Biernacki oponuje: „W moim rozumieniu nazwiska sprawców też są ważne”.
Ks. Pawłowski: „To nie śledztwo. Tych ludzi już nie ma, a ujawnienie nazwisk pociągnie ze sobą złą famę na dzieci tych osób. My nie chcemy stwierdzić: społeczeństwo zamordowało, a przywołać pamięć o tych, którzy zostali zamordowani. Bo nie ma po nich żadnego śladu. Nie ma tych, którzy mogliby się o nich upomnieć. Jak to pokolenie wymrze, to może się okazać, że tu nigdy nie było Niemców”.
Ksiądz Pawłowski mówi jeszcze, że powinna stanąć w Nieszawie tablica pamiątkowa, że od nazwisk oprawców ważniejsze są nazwiska ofiar. Że trzeba działać w sposób stonowany, żeby nie zrobić sensacji, bo to nie służy sprawie. Że przypomnienie i opisanie może być edukacją środowiska i społeczeństwa. Bo mimo dobrych stosunków z Niemcami, mimo aktu biskupów, mimo „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – pozostał problem. Nie da się wszystkiego załatwić jednym stwierdzeniem. W lokalnych społecznościach pozostała zasklepiona przeszłość.
– Przed wojną to były strony międzynarodowe, ekumeniczne – mówi ksiądz. – 40 kilometrów do granicy, urząd celny w Aleksandrowie, kolonia Holendrów, Żydzi... Niemcy żyli tu od początków XVIII w. Spytajcie jutro, gdzie był zbór. Musicie iść w górę, po lewej stronie przy rozwidleniu zobaczycie działkę z resztkami murów, obok nowo wybudowanego garażu. To działka sprzedana przez miasto. Dawniej był tu właśnie zbór, ale ludzie rozebrali.
Noc. Rafał Biernacki wraca do Torunia, ksiądz Pawłowski idzie na górę. Za oknem wiatr.


III.


Nieszawa przykryta poranną czapą nieba. Naprzeciw klasztoru pomnik Chrystusa Króla, niżej liceum, po prawej droga na Przypust, po lewej ulica do rynku, asfalt. Malowane farbą miejsca parkingowe: po jednym dla policji, rady miejskiej i urzędu. Ale rynek i tak jest pusty, żadnych samochodów, oprócz wrośniętego w jezdnię autosana. Na rynku cicha pijalnia piwa, naprzeciw mała dyskoteka. Domy niskie, malownicze, zniszczone wiekiem. Miasto opasane nową, równiutką kostką chodnikową, idącą do góry, gdzieś w pola. Rynek kończy się budynkiem muzeum, za którym złożono ponoć w ogrodzie oryginalne fragmenty warszawskiego Zamku Królewskiego. Po prawej zjazd na nieczynny prom. Dalej tylko smagane wiatrem nabrzeże, dwa bloczki, czerwona poczta, aleja zwieńczona kościołem i dworkiem – plebanią.
Miasteczko – puste.
Na plebanii czeka ksiądz Sowa. Otwiera drzwi, długo patrzy, zaprasza do środka. „Budynku, gdzie byli przetrzymywani, nie ma, rozebrany, potem stanął tam dom nauczyciela – mówi. – Bulwar, na którym byli mordowani – jest nadal. Najgorsze, że ginęły kobiety, dzieci”.
Proboszcz opowiada o przedwojennej Nieszawie. O biednym, rybackim miasteczku, Żydach, Niemcach, Polakach, później o wybuchu wojny. O tym jak katolicki ksiądz Wacław Kneblewski znalazł się na liście, czekał ukryty w sąsiedniej wsi, w końcu postanowił wrócić do Nieszawy, bo tu było jego miejsce. Niemcy nie mogli pojąć, dlaczego idzie na pewną śmierć. Kneblewski przyszedł najpierw do pastora. Pastor do niego: „Niech ksiądz nie idzie na plebanię, bo będzie ksiądz aresztowany”. A Kneblewski: „Pasterz musi być ze swoimi owieczkami”. Zginął w obozie w Górnej Grupie, wraz z szesnastką innych duchownych z byłego powiatu nieszawskiego.
Ginęli prawnicy, nauczyciele. Były wywózki do Niemiec na przymusowe roboty. Ale relacje między polską ludnością a pastorem były poprawne. Polacy przychodzili do niego o pomoc, gdy aresztowano kogoś z rodziny, żeby się wstawił... Tyle że on niewiele mógł. Potem jeszcze egzekucja dziewięciu – ku przestrodze. Wtedy pastor nie wytrzymał – wyjechał.
Ale byli też inni. Niektórzy kolaborowali, przypomina proboszcz: „Z kroniki parafialnej można wyczytać, że niektórzy ewangelicy zaangażowali się zbyt mocno w to, co przynosił Hitler. Czynnie współpracowali, wskazywali, kogo aresztować. Takie jest tło. Przyszły lata wojny, po wojnie rozdział tragiczny, ludzie chcieli zrekompensować sobie okupację, zemścić się. Zorganizowano zabawę, milicjanci zdrowo popili, ktoś rzucił hasło: idziemy likwidować Niemców. Teraz – kiedy zapytać, pierwsza reakcja ludzi to: »dobrze im«. Ale kiedy porozmawiać dłużej, mówią, że to było podłe. Bo wielu z pomordowanych Polakom sprzyjało, pomagało, czuli się cząstką tego środowiska, dlatego nie uciekli”.
Ksiądz Sowa, dalej: „To wszystko nie jest do końca ujawnione, nazwane. Mój poprzednik próbował raz poruszyć ten temat. Podczas wrześniowej Mszy dla upamiętnienia ofiar wojny powiedział: »A tę wiązankę kwiatów kładę na nie istniejącej mogile ludzi, którzy zginęli w Wiśle«. W kościele podniósł się szum, ludzi kiwali głowami: »Aha, to ksiądz za Niemcami«. Jakie to dla mnie będzie miało reperkusje – nie wiem” – kończy proboszcz.
Potem ksiądz powtarza jeszcze, że to temat tabu: wszyscy boją się go dotknąć, a on sam by się tą sprawą nie zajmował, gdyby nie Rok Jubileuszowy, gdyby nie Papież i jego gest pojednania, wola oczyszczenia pamięci: „Staraliśmy się w naszej parafii przygotować do tego, na ile umieliśmy. A to, czy dziś ktoś będzie chciał rozmawiać, niech będzie sondażem, na ile głębokie było to, co przeżyliśmy razem w tej społeczności. Bo często ludzie słuchają, ale niewiele z tego wynika. Zobaczmy, czy ktoś powie”.


IV.


Mówią. Najpierw o tym, co przed wojną: miasteczko było biedne tak jak teraz, mało przemysłu, handel Wisłą, statki wiozły rano przekupniów do Torunia, w południe wracały. Jeden parostatek dziennie szedł do Warszawy. Zakupy – na rowerze do Ciechocinka; jak coś większego – do Włocławka, Aleksandrowa. Plebania mieściła się we dworku, tam gdzie teraz. Przed wojną stała jeszcze bożnica i zbór, do którego zjeżdżali także Niemcy z okolicznych wiosek, przypływali zza Wisły (tuż po wybuchu wojny zaczęto mówić, że szpiegowali). Było męskie seminarium nauczycielskie, uboga młodzież miała szansę kształcić się na miejscu. Na końcu miasteczka, przy wylocie na Ciechocinek, stały browary Szulców – teraz chodzi tam gorzelnia i wytwórnia napojów chłodzących. Rynek taki sam, Wisła jak płynęła, tak płynie.
Halina Woroniecka pokazuje dawne zdjęcia: statek na Wiśle, drzewa za rzeką, przystań przy bulwarze, plaża, spływy, jeszcze raz rzeka. Msza, całe szkoły chodziły do kościoła, sztandary, harcerze w mundurach, defilada po nabożeństwie... A potem wojna: „Mój pierwszy mąż był nauczycielem. Poszedł do kolegi Niemca, pytał: »Co ja mam robić?«. A tamten mówi: »Nic nie rób, gdzie będziesz uciekał? Przecież tu nikt ci nic nie zrobi«. No i zabrali go do Dachau, potem dalej...”.
Inni opowiadają o wysiedleniach: o właścicielce restauracji, która leżała na rynku na pierzynach i płakała, podczas kiedy Niemcy przejmowali lokal. Mówią o łapankach, o publicznej chłoście. Dwóch wspomina, że Polacy w odwecie pływali przez Wisłę do gospodarzy niemieckich, zatruwali wodę w studniach, kradli bydło. Większość przyznaje, że wielu miejscowych Niemców pomagało Polakom.
Tak nadszedł styczeń 1945 roku. Wspólne wspomnienie: „Winni uciekli. Wojska radzieckie weszły od strony Włocławka i od cmentarza ulicą Mickiewicza. Powstała milicja, zaraz potem komitet PPR. Niemców skoszarowali w komorze, koło liceum. Miejscowi mieszkańcy zostali, bo jak byli niewinni, to czego mieli się bać? Wyszło odwrotnie”.
Z większości relacji wynika, że Niemcy zostali „skoszarowani” już z końcem stycznia, tuż po przejściu Rosjan. Budynku pilnowała ochotnicza milicja.
Jeden z rozmówców, anonimowo: „Skoszarowani musieli być długo, bo z początku było zimno, dzieciaki marzły, ktoś mówił: »Niech napalą im w piecu«. Ale milicjanci nie pozwolili, że niech zdychają”.
Rozmówczyni, anonimowo: „Brat wziął po tych Niemcach dom. Na podwórzu zostały kury, pomyślał: »Niech tamci choć rosół mają«. Pozabijał drób, zaniósł na komorę. Ale naczelnik MO go zatrzymał, pobił, wejść nie pozwolił”.
Rozmówczyni, z naciskiem na anonimowość: „Ojciec opowiadał, że jego koleżanka pracowała w urzędzie, dobra kobieta, ostrzegała Polaków. Ją też wzięli na komorę. Była tak zbita, że miała granatowe plecy”.
I kolejny anonim: „Tam, gdzie widać taki zabytkowy budynek, na rogu Ciechocińskiej i Mickiewicza, w 1945 roku był punkt Czerwonego Krzyża. Cały parter był zajęty pod kuchnię stołówkę. Wiadomo – migracja ludzi, obozy pootwierane, ludzie wracali z niewoli. Szli przez Nieszawę Anglicy, Rosjanie, Polacy... Do Czerwonego Krzyża byli też prowadzani po jedzenie nasi Niemcy. A jak szli, to musieli po drodze krzyczeć: »My, Niemcy, mordowaliśmy niewinnych Polaków«. Milicja prowadzała ich codziennie grupami, a oni po ulicach krzyczeli. To było bardzo wulgarne”.
Barbara Gilewicz: „Ojciec koleżanki opowiadał mi, że spotkał naszych miejscowych Niemców, gdzieś ich prowadzili pod eskortą. Zobaczył dawnego szefa browaru, tego, co potem miał kiosk z papierosami i sprzedawał Polakom bez kartek. Zatrzymał się, zagadnął »Panie Szulc, na co to przyszło panu teraz...«. A on: »Wie pan, ja już pierwszą wojnę przeżyłem, wiem, że w tych pierwszych chwilach to zwykle tak jest. Ale to wszystko się dotrze, kwestia czasu, kwestia tygodni«. Nie dotarło się”.
Następny rozmówca, anonimowo: „Młody byłem, dwadzieścia parę lat. Trafiłem do milicji, wzięli mnie z ulicy. Wpadłem w korytarz, tam, gdzie teraz pijalnia. Godzina jedenasta, dzień, »w dwuszereg zbiórka, w prawo zwrot!«, spisali wszystkich. Dwa tygodnie później dostaliśmy z magistratu wezwanie, żeby się stawić. Komendant z Aleksandrowa, powiedział, że będziemy w ochotniczej milicji. Przy drzwiach stał mój znajomy, machnął ręką, udał, że nie widzi, wyszedłem, ocalałem. W mordzie udziału nie brałem, na zabawie nie byłem. Bal zorganizowali w domu strażaka, tam gdzie teraz biblioteka. Pili, a po zabawie poszli czynić rzeź, na gorącą robotę. Wiosną to było. Tamci błagali, buty całowali, nie pomogło. Pani Szulcowa – ta od browaru, zacna neutralna kobieta, wpław udała się przez Wisłę, na środku rzeki ją trafili. Ja nic nie widziałem, tak tylko opowiadali znajomi. Nie brałem absolutnie udziału, można zapytać wszystkich, nic tam nie robiłem. Czułem lęk, obawę – co będzie”.
Inni rozmówcy nie potwierdzają przypadków przymusowego werbowania do milicji. Liczbę „skoszarowanych” Niemców określają na kilkanaście do kilkudziesięciu osób. Małżeństwo Szulców, Szmelter, Dejdówny, Ejze...
Kolejna rozmówczyni, zastrzegająca anonimowość: „Wróciłam do Nieszawy z końcem marca 1945. Niemcy byli w lagrze. My jeździliśmy po cukier ruskimi transportami do Warszawy. W pierwsze dni kwietnia pojechałam z kuzynem i koleżanką, nocowaliśmy u znajomych, potem wąskotorówka i znów towarowy. Jak tylko wysiedliśmy na stacji, kolejarze do nas: »Wiecie, ich już nad Wisłą rozwalili, obóz zlikwidowany«. Potem szliśmy na piechotę, w domu huczało: dowiedziałam się kto, słyszałam, że jakieś dziecko wyratowane”.
Inny rozmówca: „Najsampierw wszystkich obrabowali – bo to morderstwo było dla grabieży właśnie. A Niemcy byli dość zamożni – a to mieli synka, a to wnuka w armii – trochę biżuterii się znalazło”.
Rozmówczyni: „Dom po Niemcach wypełniony był książkami. Cały strych polskich książek. Bo ci Niemcy byli spolszczeni”.
Kolejny: „Pamiętam, teściowa, wybierała się do Płocka, odwoziłem ją rowerem na stację. Potem wracam, staję koło klasztoru, słyszę: »Panie, niech mnie pan nie zabija«. Co się tam, k..., dzieje – myślę. Postawiłem rower przy ścianie, idę, patrzę przez płot, a Niemcy stoją w bulwarach nad Wisłą, obok nich Polacy: »Skakać do Wisły«. Jak nie, to trach, poszedł do Wisły. Skakać – następny. Był tam taki jeden, »laluś« – wołaliśmy na niego. Nie chciał, żeby go zabili, sam skoczył z bulwaru do wody, a jak tylko łeb wynurzył – na spust! Pier..., poszedł w dół. Było, minęło. To już historia”.


V.


Na polach, przy kępie drzew, widać resztki niemieckiego cmentarza. Polną drogą można zejść do krzyżówki, skręcić w lewo, na warsztat, później w dół, wzdłuż ceglanego muru, dalej znów przez pola, cały czas nowym chodnikiem. Po lewej na wzniesieniu widać kapliczkę, brzozowy krzyż: „Dla tych, co kochali Polskę”. Stadion, w dole pasmo Nieszawy, wstęga rzeki i las: jedna warstwa drzew za drugą, coraz dalej, kolejne odcienie szarości, w końcu las przechodzi w niebo. Kiedy iść niżej, na prom, wyłania się czerwony dach gimnazjum, dalej klasztor i nabrzeże. Na rynku choinka, niezmiennie wygaszony pekaes, kikuty drzew, kolorowe żarówki na urzędzie miasta.
Mijają dni. Proboszcz chodzi po kolędzie, pyta o Nieszawę 1945 roku.
Kilku mieszkańców chodzi do pijalni. Kilkunastu na stragan na nabrzeżu – kupiec sprzedaje z samochodu bawełniane rękawiczki po pięć złotych. Dwóch je na ławce rolmopsy. Niektórzy wychodzą na ulicę, zatrzymują, szepczą, chcą do kogoś skierować, kogoś, kto coś wie, byle nie mówić, że to od nich.
Jedna z rozmówczyń przychodzi, by wszystko odwołać, chce skasować kasetę. „Bo Nieszawa jest jak jedna rodzina” – mówi.


VI.


Wanda Kułakowska: „Miałam 16 lat. Rodzice prowadzili sklep rzeźnicki. Jednego wieczora przyszło do nas pięciu czy sześciu po cywilnemu: pasy, pościągane buty z cholewami, nagany na pasem. Kazali zagrzać kiełbasę, herbatkę. Po bułki pobiegliśmy do wujka do piekarni. Za wszystko płacili. Zasiedli w kuchni, jedli, popijali, przynieśli wódkę. Wesoło było, rozmawiali, żartowali. Tata się domyślał, że to ubowcy. Potem poszli. Że do Niemców – dowiedzieliśmy się dopiero na drugi dzień, kiedy po Wiśle zaczęły spływać ciała znajomych”.
Inni mówią najczęściej, że z Aleksandrowa przyjechało dwóch, trzech ubeków, w tym jeden pochodzący z Nieszawy. Większość twierdzi, że mordu dokonywała ochotnicza milicja.
Tadeusz Gruźlewski: „Brat stryjeczny poszedł z kolegą do tej milicji. Wiadomo, chłopaki, mieli po 19 lat, dostali opaski, broń... A że jeden był malarzem, to jechali Niemcom po plecach olejną farbą – malowali krzyże na kożuchu, kapocie... Pewnego dnia wychodzę na miasto, patrzę, a jeden taki nosi kożuch pana Szulca, z krzyżem. Próbował zdrapać, ale ślad pozostał. Poszedłem nad rzekę, na bulwar, tam gdzie wcześniej nie puszczali, żeby obeschło. Podszedłem, zobaczyłem tylko czarne zacieki. Później zatrzymało się coś na wodzie naprzeciw mojej furtki. Myślę – pewnie jaka pierzyna. Podszedłem, zahaczyłem kaczorkiem, patrzę – a to Niemiec, znałem go, poznałem po zdeformowanym nosie. Inny dopłynął aż za młyn”.
Barbara Gilewicz: „Bulwar to plama na tym miasteczku. Straszliwe przemilczenie. Najgorsze, że wszystko obrasta plotką, wykuła się jakaś wersja wydarzeń, prawda przepada”.


VII.


Na bulwarze, w miejscu, gdzie rzucano Niemców do rzeki, stoi pomnik: „Twórcy niepodległego państwa polskiego Józefowi Piłsudskiemu mieszkańcy miasta Nieszawy, 1990 rok”.


VIII.


Rekolekcje adwentowe w Nieszawie, grudzień 2000 roku.
Rekolekcjonista mówi: „Gdy więc zbliża się ku końcowi drugie tysiąclecie chrześcijaństwa, jest rzeczą słuszną, aby Kościół w sposób bardziej świadomy wziął na siebie ciężar grzechu swoich dzieci. (...) Nikt z nas tu obecnych nie jest osobiście odpowiedzialny za zbrodnię. Większość z nas urodziła się już po wojnie, a starsi byli wtedy jeszcze dziećmi. Należymy jednak do tej samej wspólnoty. Istnieje nie tylko solidarność współczesnych, ale i solidarność między pokoleniami. Przez wyznanie tej zbrodni nikt z nas nie musi czuć się oskarżony. Nie musimy być również sędziami tych, którzy się jej dopuścili. Mamy jednak dług wobec pomordowanych ofiar, wśród których były osoby niewinne, zwłaszcza dzieci. Nie mają one bliskich, którzy mogliby się upomnieć o pamięć o nich. Mają jedynie nas, członków tej samej wspólnoty, której liczni współbracia wyrządzili im krzywdę. Ich śmierć stanowi wezwanie skierowane do nas, do naszego współczucia i naszej wrażliwości. Każdy z nas zostanie teraz przez chwilę sam z ofiarami tej zbrodni, przez Jezusa, który sam był niewinnie oskarżony i zgładzony”.


IX.


Jerzy Szelążek: „Trzydziestu nie zgładzili, niemożliwe. W obozie było z trzydzieści osób, ale nie wszystkich potopili. Tak, poszły do Wisły kobiety, dzieci, starcy, ale dziesiątka, nie więcej. Resztę wywieźli. Mój ojciec miał gospodarstwo, koniki. Przyszli, kazali mu wystawić podwodę. Ja siadłem na wóz, za lejce i odwiozłem ich do Aleksandrowa, koło starostwa. Było już ciepło, jechałem tylko w marynarce. Kwiecień, może początek maja. Jechały dwie furmanki. Na moim woziku było ponad dziesięć osób. Na drugim wozie siedział jeden milicjant z karabinem. To wszystko. Podobno się nad nimi w komorze znęcali, kobiety seksualnie wykorzystywali, tak mi mówiła znajoma Ejze, siedziała koło mnie na furmance i opowiadała. Byli przestraszeni, widzieli co się stało, widzieli morderstwo, nie chcieli rozmawiać. Ręce tylko rozłożyli: »do czego to przyszło«. Razem jechało około dwudziestu osób, przeważnie kobiety. U mnie były jeszcze Dejde, chyba Hubert. One Nieszawę najprawdopodobniej przeżyły. Ktoś mówił, że potem je wywieźli do punktu zbornego pod Bydgoszczą”.
Szelążek opowiada jeszcze, że jednego Niemca, co się ukrywał, ktoś przerzucił przez granicę, że on sam ma czyjeś prywatne notatki dotyczące mordu, ale nie może odszukać.


X.


Wieczór, herbata. Proboszcz Sowa mówi: „Jest wersja, że strzelali, jest wersja, że wiosłem dobijali, jest wersja, że Szulcowa przeżyła i przedostała się do Niemiec. Jakieś Hubertówny miały się uratować, potem ponoć przyjeżdżały, przychodziły do jednego pana, który brał w mordzie udział, mówiły: »my żyjemy«. Dziś jedna pani mówiła mi, że podobne rzeczy działy się w Ciechocinku, że milicja grasowała po okolicy, tłukła dzieci, że jeden urzędnik bezpieczeństwa walił głową chłopca o ścianę. Wiadomo, że w Nieszawie zablokowali bulwar, a więc rzecz była planowana. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że byli w czasie wojny tacy, którzy witali hitlerowców mówiąc: »my tu na was tysiąc lat czekaliśmy«. Nie przytaczam tego, żeby usprawiedliwić tych, co mordowali, ale musimy pamiętać tło. Przez wieki Polska uchodziła za kraj tolerancyjny, szukały u nas schronienia różne grupy religijne. Tak było do potopu szwedzkiego, kiedy duże skupiska religijnych dysydentów zdradziły kraj i opowiedziały się za Szwedami. Od tego momentu koło się odwraca, zaczynają się w Polsce prześladowania mniejszości. Tyle że w Nieszawie nie spalono w czasie wojny miasta, nie zrównano go z ziemią. W Wiśle zginęło wielu niewinnych Niemców. Dlatego chciałem przypomnieć, że po drugiej stronie też były ofiary. Cały mord nie był tylko spontanicznym odruchem zemsty, oni byli skoszarowani, pracowali jakiś czas. Powstał problem, co z nimi zrobić, gdzieś najwyraźniej zapadła decyzja o likwidacji. To nie zrodziło się w skłębionych umysłach po iluś litrach wódki. A co do sprawców: słyszałem już tyle wersji, jak to się stało, kto był prowodyrem, że trudno nawet domniemywać. Dziś jedna babcia mówiła mi o panu K., ale dlaczego, jak, skąd informacje? Inni powtarzają, że przyjechał Żyd z Aleksandrowa, że się mścił. Teraz już do prawdy dotrzeć się nie da”.
Ksiądz Sowa nie wie, że za tydzień tygodnik „Polityka” wydrukuje tekst o rzezi Niemców w Aleksandrowie. Dziennikarz będzie pisać o krzyżach na plecach (jak w Nieszawie), o trzaskaniu drzwiami, okrzykach „nic o tym nie wiem! Do widzenia!”, o „misternie tkanej zasłonie milczenia, skrywającej koszmar z przeszłości”, o „tajemnicy parowego młyna”, wymieni wreszcie domniemanych sprawców z imienia i nazwiska, opisze ich „niechlubną przeszłość” – bazując na informacjach mieszkańca Aleksandrowa. Śmiały i niebezpieczny gest: publikować listę domniemanych winowajców.
W Nieszawie prawda miesza się z pomówieniami i plotkami. Jedni mówią o tej samej osobie, jako o prowodyrze. Inni twierdzą, że właśnie on kogoś uratował, a nie mordował. Niektórzy wymieniają nazwiska wpływowych osób. Inni zaprzeczają. Niektórzy wreszcie mogą powtarzać plotki, by zmyć własne poczucie winy, by się na kimś zemścić.


XI.


Halina Woroniecka: „Chce pan zrozumieć Nieszawę? Opowiem jeszcze jedną rzecz, którą z miasteczka pamiętam. Usłyszałam raz z daleka straszną awanturę, a że szłam akurat do miasta, postanowiłam zobaczyć. Rynek, baby z wałkami, widłami. Wyciągały kobiety niezamężne, które były z jakimś mężczyzną, rzucały je na kolana, wrzeszczały... Rozmaite sprawy tu się działy”.


XII.


Kilka miesięcy po rzezi przyjechała znów z Aleksandrowa „dekawka” z UB. Mieli aresztować księdza. Ktoś ostrzegł, nieszawiacy wzięli proboszcza w koło, doprowadzili na plebanię, potem pobili starostę, połamali żebra sekretarzowi powiatowemu PPR, samochód wpakowali w ziemniaki. Wreszcie ktoś rzucił hasło: „Do Wisły ubeków!”. Mieszkańcy chodzili, szukali, rozgrabili mieszkanie jednego z urzędników, wynieśli worki z mąką i cukrem. Starosty G. nie utopili, tylko znów poturbowali. Potem poszli szukać dalej. Oblegli komisariat. Krzyczeli: „Jeżeli u was jest – musicie go oddać. My go wtedy utopimy i w porządku”.
Pod wieczór z Włocławka przyjechały posiłki – milicyjna ciężarówka. Komendant, „człowiek rozsądny”, powiedział: „My tu nic nie wiemy, tak zajechaliśmy, powiedzcie ludzie, co się u was dzieje?”. A mieszkańcy: „Chcemy G. utopić. Na księdza donosił, pójdzie do Wisły”. Komendant: „Wasza sprawa, nam nic do tego”. Schował się na komisariacie, w nocy przemycił G., przebrał go za milicjanta, wyjechał. Ludzie spostrzegli dopiero, kiedy ciężarówka ruszyła, strzelali, ale nie dogonili.


XIII.


Nieszawa, styczeń 2001. Wieczór, cisza. Trzydziestolatek zaprasza do siebie. Mówi: „O rzezi na Niemcach trzeba opowiedzieć. Bo wszyscy powtarzają, że piękna historia miasta, że sami zacni ludzie, a tu były męty, niejeden miał tu ręce we krwi”.
Na lekcjach historii dzieci piszą prace o 1945 roku. Kiedy dochodzą do mordu w Wiśle, powtarzają: „czymże to jest w porównaniu z sześcioma milionami zabitych Polaków”. Bo „to zwykła zemsta. Nic dobrego ze złego nie wyniknie. Przy winnych giną niewinni”.


XIV.


Halina Woroniecka: „Był taki jeden, po 1945 roku zrobił się wielką szychą. Podszedł, żeby się ze mną witać, ja mu ręki nie podałam. Spytał, dlaczego nie podaję. Powiedziałam: »Wiem, że pan mordował ludzi, którzy tu żyli, nikomu krzywdy nie wyrządzili«. »Nieprawda« – wrzasnął. – »Ja podam do sądu!«. Ja na to: »To dobrze. Niech sąd oczyści. Do tej pory ja ręki nie podam. Jak brata zabili Niemcy, to trzeba było wziąć mundur i lecieć za nimi, zabijać, a nie tych niewinnych, którzy jeszcze Polakom pomagali«. Wszyscy mówią, że on brał w tym udział, chociaż się tłumaczył, że pojechał wtedy wycinać wiklinę na koszyki, że przyleciał na bulwar zobaczyć tylko, że było już po wszystkim”.


XV.


Sobota. Ksiądz Sowa dalej chodzi po kolędzie. Rynek pusty. Powiew wiosny. Ktoś mówi o planowanej tamie, że będą miejsca pracy przy budowie, że może potem żaglówki na zalewie. Inny opowiada o politykach, że kilku wykupiło ziemię z drugiej strony rzeki, na odszkodowania, a potem głosowali w Sejmie, żeby tamę postawić. Jakaś dziewczyna żali się, że skończyła ekonomię, wróciła do miasteczka i nie ma pracy – jak wszyscy.
Po południu wiatr. Młodzi czekają wieczora. Wieczorem rusza dyskoteka.
Dyskretne starcie, jeden zmywa parę kropel krwi, drugi kiwa głową, trzeci krzyczy, reszta tańczy. O czwartej nad ranem koniec. Zapraszają za dwa tygodnie – wjazd 20 złotych, ale będą ponoć rumuńskie tancerki.


XVI.


Jedna Niemka na pewno ocalała z rzezi w Wiśle. Miała wtedy kilka lat. Ktoś ją wyciągnął z komory, wychował. Syn – Tomasz Rogiewicz – mieszka w Nieszawie na blokach nad Wisłą. Mówi: „Niemiecki ojciec mojej matki był naczelnikiem poczty. Mój dziadek – ten polski – wyniósł ją na rękach, przygarnął. Pamiętam, że potem szukała jej niemiecka rodzina, siostry przysyłały paczki z Frankfurtu. Raz tu byli, już po śmierci matki, byłem jeszcze gówniarzem. Zajechali mikrobusem, przywieźli jakieś wieńce, mówili coś po niemiecku. Nic nie zrozumiałem. Odjechali. Ojciec wiedziałby więcej, ale jest w domu starców, w Piotrkowie Kujawskim”.
Dom starców. Ojciec – Saturnin Rogiewicz – mówi: „Milicjant wziął ją w koc, zawinął, schował, wrócił pod wieczór i wyniósł, że niby zaginęła bez śladu. A w domu babka dowcipna, mówi: »Co żeś mi trupa przyniósł?«. Zaopiekowali się, dali swoje nazwisko: Nowacka. Z domu nazywała się chyba Wajdoch Maria Krystyna. Rozmawiałem potem z żoną na ten temat: wiedziała, że nie jest prawdziwą Polką. Ale została, nie chciała wyjechać do Niemiec. Skończyła polonistykę, uczyła w szkole polskiego”.
Powrót do Nieszawy. Tomasz Rogiewicz mówi, że w rzezi brał ponoć udział ich sąsiad. Jak mu grali marsza na pogrzebie, podniósł się szum: jak można grać oprawcy? „Może rzeczywiście był nad Wisłą, ale niech mu ziemia lekką będzie” – mówi Tomasz.
Noc. Tomasz opowiada jeszcze o poślizgach na ręcznym hamulcu, o swoim starym maluchu. Na tylnym siedzeniu śpi kilkuletni syn.


XVII.


Rozmówczyni, anonimowo: „O rzezi do tej pory mówi się tak, jak w czterdziestym piątym: głośnocicho. Głośno w domach, a na zewnątrz nic. Bo nie ma się czym chwalić. To trochę niesmaczne zdarzenie dla ludzi kulturalnych”.


XVIII.


Ksiądz Sowa: „To grzech nie wypowiedziany, zasklepiony. Grzech przez zasiedzenie. To w człowieku pozostaje, powraca w różnych formach. Na przykład w formie oskarżenia – próbie odwrócenia uwagi od siebie. A piętno milczenia pozostaje”.


XIX.


Barbara Gilewicz do tej pory nie chodzi na bulwar: „Nie potrafię. To wielki wstyd. Oni powinni tam tablicę wybudować, oni powinni tam kwiaty kłaść, Boga prosić o przebaczenie. Do tej pory pojąć nie mogę, jak to się stało. Tu byli dobrzy, spokojni ludzie. I skąd wzięło się w nich tak potworne okrucieństwo? Jakaś bestia budzi się w człowieku. Nie wierzyłam w diabła, ale teraz wierzę. Bo inaczej tego nie wytłumaczysz. Mówię o tym i zaczynam myśleć, że nawet teraz, nawet stary człowiek musi z tym złem walczyć, jakąkolwiek bronią. Ludzie siedzą, gapią się w telewizory, gnuśnieją. A człowiek musi wypowiadać głośno swoje zdanie, czynić jak najwięcej dobra, dzień po dniu. Tak by stłamsić w sobie zło, które może wyjść w takich chwilach, jak tam nad Wisłą”.


Jędrzej Morawiecki

Autor:  Apolinary [ 13 kwie 2008, 23:26 ]
Tytuł:  Do p. Adr

Dzięki za ten wpis. Niezwykle ciekawy artykuł!
Pozdrawiam
Apolinary

Do artykułu "Głośnocicho".
Nieszawski dramat, a zwłaszcza późniejsze traktowanie tego wydarzenia przez społeczeństwo Nieszawy przypomina dramat Jedwabnego i podobny doń późniejszy stosunek mieszkańców tego miasteczka.

Autor:  TEBE [ 14 kwie 2008, 02:12 ]
Tytuł: 

A Ty co dziwisz sie ?? Jak się jest nabuzowanym i się ma broń to człowiek czuje się bogiem ale jak przychodzi opamiętanie to nic poza wstydem i odrazą do samego siebie nie pozostaje.Mogło być tak że chłopcy "z innej wśi " zrobili swoje a społeczeństwo czy to ze strachu czy z zawiści na to przyzwoliło.Tamta wojna była po prostu okrutna i zmieniła bardzo wiele w ludzkiej psychice więc ja bym się tam aż tak bardzo nie dziwił.Nienawiść do Niemców musiała być po prostu przeogromna i jeszcze trochę tego pozostało do dziś.

Autor:  Ponury [ 14 kwie 2008, 18:09 ]
Tytuł: 

Wojna to syf. Ten syf zaczął się od zbrodni niemieckich, potem radzieckich, polskich i tak dalej. Spirala zbrodni została nakręcona. Nienawiść była ogromna. Takie czasy. Warto o tym przypominać, ale jednak zaznaczając kto zaczął tamtą wojnę :cry:

Autor:  TEBE [ 15 kwie 2008, 21:32 ]
Tytuł: 

Wiesz Ponury włąśnie w tym problem,że jak zaczniesz mówic kto zaczął to już jesteś przegrany ponieważ teraz w modzie jest wybaczanie wszystkim do okoła a najlepiej wychodzi publiczne biczowanie samego siebie.Niemcy już od ponad 10 lat zrobili z siebie (podobnie jak Żydzi) ofiary wojny no i oczywiście nie naród był winny tylko Naziści (nawet nie hitlerowcy) i ogólnie to naziści byli,są i będą zli a Niemcy nic nigdy z tym syfem nie mieli do czynienia.Tak to teraz fajnie wygląda i wcale się nie zdziwie jak wypłynie że to Polacy zaatakowali Niemcy i to Polacy odpowiadają za wszystkie zbrodnie w granicach Polski i generalnie jesteśmy narodem zbrodniarzy,antysemitów,złodziej i wszystkiego co złe.
Już się przyzwyczaiłem do takiego obrazu Polaka :oops: :( :!: :!:

Autor:  Małgorzata_Mazur [ 27 kwie 2008, 21:19 ]
Tytuł: 

Cytuj:
Niemcy już od ponad 10 lat zrobili z siebie (podobnie jak Żydzi) ofiary wojny


Sorki, ale na moje Żydzi BYLI ofiarami tej wojny. :?

Autor:  TEBE [ 28 kwie 2008, 01:02 ]
Tytuł: 

A Polacy nie :?:

Autor:  Małgorzata_Mazur [ 28 kwie 2008, 07:24 ]
Tytuł: 

Oczywiście, że tak - nie tylko Żydzi ponieśli ofiary.
Chodziło mi o to, że w Twojej wypowiedzi wyczułam aluzję, jakoby Żydzi jedynie "robili z siebie ofiary" przed światem. :roll: Tak mi to po prostu zabrzmiało.

Autor:  TEBE [ 28 kwie 2008, 12:02 ]
Tytuł: 

Bo o to mi chodzi.Wiem to Ja,Ty i wielu innych ludzi że zginęła ( została zamordowana) wielka populacja ludzi wyznania mojżeszowego no ale jest ale,takie małe.Jak się zapytasz jakiegoś Francuza,Anglika,Hiszpana,Amerykaniena,Kanadyjczyka,Włocha itd bo można wymieniać i wymieniać to powie Ci bardzo dużo o cierpieniach Żydów a nawet więcej - cierpieniach biednych Niemców MORDOWANYCH PRZEZ HORDY WSCHODNICH BESTJI.No a zapytaj się o Polaków no i co ??Ano dowiesz się że chyba walczyli z Niemcami ale większość to pracowała w obozach zagłady i generalnie to oni czyli My jesteśmy za to odpowiedzialni.Warto wspomnieć wybuch Powstania Wraszawskiego,tyle że dla przeciętnego obcokrajowca Powstanie Warszawskie to te w 43-cim i kuniec filma.Wiesz mnie tu nie chodzi o to żeby wymazać cierpienia innych nacji ale wydaje mi się że np Nasza rodzima kinematografia raczej się za bardzo nie stara,przynajmniej ostatnio jezeli chodzi o historyczne meritum sprawy i pokazanie młodemu pokoleniu jak to na prawde było.Na forum miedzy narodowym to chyba tylko pan prezydent Kaczyński ( podkreślam że powiedzmy najogólniej nie przepadam za tym panem) jako jedyny przedstawiciel Naszego rządu naświetlił nieco sprawe strat Polski podczas II WS na forum międzynarodowym.W szkołach,kinach,różnych gazetach i wydawnictwach króluje hollywoodski styl myślenia o okresie okupacji w Polsce.Chyba pamiętasz taką scene w Liście Shindlera jak to malec na sankach pokazuje jadącym koleją żydom taki gest ręką jakoby już po nich a jest to znaczący element właśnie pokazujący Nas Polaków.Takich filmów i takich scen są na prawde dziesiątki nie wspomne o ksiązkach np jak to młody Żydowski chłopiec został pobity przez Polaków i dopiero Niemcy go uratowali i jak to dalej szukał (chyba 40/41 rok) żydoskiej partyzantki no i oczywiście znalazł bo tylko taka partyzantka istniała w Polsce.Teraz cały czas jest wałkowane jacy to Polacy byli okrutni w stosunku do swoich żydowskich i niemieckich sąsiadów i generalnie ze jesteśmy tak na prawde fee i bee.Bardzo mnie smuci to że zaczynamy zapominać Naszą historie,wiem że może to zabrzmiało patetycznie ale w końcu jest mi droga pamięć pomordowanych Polaków i przyznam się szczerze że bardziej niż innych nacji.Mam nadzieję ze mój post nie zostanie odebrany jako kolejny przejaw antysemityzmu,antygermanizmu itd bo nie jest to moim celem.

Autor:  Małgorzata_Mazur [ 29 kwie 2008, 11:41 ]
Tytuł: 

Częściowo muszę Ci przyznać rację - mnie samą nie raz zabolało, gdy w filmach dokumentalnych o II wojnie (szczególnie tych anglojęzycznych) uparcie pomijano wkład Polaków - choć tyle naszej krwi przelało się na wszystkich frontach tej wojny, pod flagami bynajmniej nie naszymi :( Jeżeli zaś mowa o filmach komercyjnych - nawet nie komentuję tych rażących baboli, które można w nich zliczyć (z ostatnio oglądanych - "Zaginiony batalion" - akcja niby to toczyła się podczas I wś., ale klimat filmu utrzymany był raczej w stylu wojny w Wietnamie :D ) Niestety - im więcej czasu upływa, im mniej pozostaje ludzi, którzy tamte wydarzenia pamiętają z własnych doświadczeń - prawda o tamtych czasach będzie fałszowana, upiększana, mitologizowana itd. Obawiam się, że nie da się tego uniknąć, choć jestem również zdania, że trzeba robić wszystko (w miarę rozsądku i możliwości), aby do takiego fałszowania nie dopuszczać...

Cytuj:
Nasza rodzima kinematografia raczej się za bardzo nie stara,przynajmniej ostatnio jezeli chodzi o historyczne meritum sprawy i pokazanie młodemu pokoleniu jak to na prawde było

Obawiam się, że tutaj nie filmowcy mają swoją rolę, ale przede wszystkim rodzice. :? Zauważ też, że my znamy historie wojenne z opowiadań dziadków - więc traktujemy je bardzo osobiście. Ale kolejne pokolenia będą, niestety, wobec tej tematyki obojętnieć - bo będą je znać tylko z trzeciej ręki :x

Każdy podchodzi do tych zagadnień indywidualnie. Szczególnie, gdy ktoś w Twojej rodzinie zginął/zaginął/został wysiedlony w czasie wojny - wiadomo, że ten okres będzie się rozpatrywało przez pryzmat osobistej, ale i narodowej tragedii. I to jest jak najbardziej normalne. Ale trochę obiektywizmu też jest potrzebne, żeby nie popaść w skrajność: że tylko Polacy ucierpieli. Wiem, że odwoływanie sie do liczb w tej sytuacji, jest argumentem, który nie załatwia wszystkiego - ale przecież o czymś świadczy tych kilka milionów pomordowanych Żydów. Dlatego jak dla mnie stawianie Żydów i Niemców obok siebie w kontekście "robienia z siebie ofiar" nie jest o.k. Ale to jest moja opinia.

Autor:  TEBE [ 29 kwie 2008, 13:43 ]
Tytuł: 

Witam koleżankę.Mnie generalnie nie chodzi o zrobienie znaku równości pomiędzy Niemcami a ludzmi wyznania Mojżeszowego,podkreślam to ostanie bo za chwile do tego nawiąże.Otóż nie można powiedzieć że Żydzi to jeden naród ponieważ słowianie są słowianami a nie narodem prawda ?Cytat z wikipedii "Liczbę obecnie mówiących w jidysz szacuje się na 3-4 miliony, głównie w USA, Izraelu, Rosji, Ukrainie, Białorusi, Meksyku i Argentynie" i dalej "Obecnie Izrael zamieszkuje ponad 5,5 mln Żydów spośród żyjących na świecie około 17 mln" - jidisz to dla prawdziwego Żyda jest jak dla Polaków język polski.Widzisz mnie chodzi o to że Izrael aby stworzyć całą otoczkę do Holokaustu musiał tak zamieszać żeby wszyscy uwierzyli w to że Żydzi europejscy to jedna wielka "rodzina" a właściwie to naród.To taka sama bzdura jak naród Amerykański !!! Chodzi mi o to że w sumie mamy Holokaust Polaków,Rosjan,Chińczyków,Niemców,Japończyków i wszystkich tych nacji gdzie ginęła masowo ludność cywilna.Denerwuje mnie Semantyka Żyd=Holokaust,cała reszta = cała reszta.Nie będę tu pisał patetycznie,że My Wszechpolacy mamy prawo do tego czy tego ale w końcu trzeba pewne sprawy nazwać po imieniu bo historia zaczyna być fałszowana i to właśnie przez media masowe.Musimy sobie zdać sprawę że duża grupa "matołków" czerpie prawie całą wiedze z telewizji i trochę z kina no i oczywiscie kolorowych szmatławców.Wiem że My nic tak na prawdę nie możemy zrobić bo nawet to co napisałem może zostać uważane i z pewnością jest uważane za jakiś antysemityzm i polski szowinizm.Tak na prawdę to była bardzo krwawa wojna i czas w którym z ludzi wychodziły najgorsze,wręcz zwierzęce zachowania ale i szlachetne,piękne,wzniosłe.Polska nie wywołała wojny,byłą ofiarą,ludzie tu żyjący widzieli i przeżyli ogromną traumę nie porównywalną chyba do żadne go innego kraju w Europie,dla tego takie podjazdy w stylu a widzisz głupi polaczku Wy też byliście zbrodniazami trochę mnie załamują.To dokładnie postawienie znaku równości pomiędzy niemiecką machiną śmierci,perfekcyjnie skonstruowaną o której wiedziało setki tysięcy a może i dziesiątki milionów ludzi a Felkiem Burczymuchą który widłami zabił Marka X-śińskiego,Kazika Y-ińskiego,Icka Rabina i Hansa Klosa z tym że te dwa pierwsze zabójstwa to były zwyczajne zabójstwa a te dwa ostatnie to Holokaust i ludobójstwo.Właśnie o to mi chodzi o zachowanie rozwagi,nie wpadanie we Wszechplską paranoje ale także i nie wpadanie w Europejskie lizodupstwo.Nie wiem ale mam taką jakąś pewność że politycy albo są totalnymi gamoniami albo mają wszystko w d..pie i każdy kolejny rząd bedzie robił wszystko żeby sie tylko przypodobać ogólnie panującym trendom a prawę i dobro Nas wszystkich po prostu olewają z grubej rury :evil:
Trzeba pamiętać że to ONI redagują i wydają podręczniki do historii :!: :!: :!:

Autor:  Apolinary [ 18 maja 2008, 21:47 ]
Tytuł:  Życzliwie do TEBE

Motto:
Jerzy Sławomir Mac: „W świadomości potocznej Polaków II wojna światowa została sprowadzona do dwóch rodzajów narracji historycznej: heroizacji i martyrologii.”
Tomasz Kranz (szef działu naukowego Muzeum na Majdanku): „Wizja kraju bohaterskiego i umęczonego wykluczała krytycyzm. Zgodnie z tą wizją cały naród walczył z okupantem, nielicznych kolaborantów likwidował ruch oporu, Polska ucierpiała najbardziej spośród wszystkich państw biorących udział w wojnie, a zbrodni wojennych dopuszczali się Niemcy, sowieci, Ukraińcy, litewscy szaulisi, tylko nie Polacy.”


„Wiem to Ja,Ty i wielu innych ludzi że zginęła ( została zamordowana) wielka populacja ludzi wyznania mojżeszowego [...]”.
Do zagłady Niemcy przewidzieli wszystkich Żydów, a wyznawana przez nich konfesja nie miała dla Niemców znaczenia. Jak dobrze wiadomo, nie wszyscy Żydzi wyznają judaizm. Podobnie, jak to jest z Polakami - nie wszyscy są katolikami.

„Widzisz mnie chodzi o to że Izrael aby stworzyć całą otoczkę do Holokaustu musiał tak zamieszać żeby wszyscy uwierzyli w to że Żydzi europejscy to jedna wielka "rodzina" a właściwie to naród.To taka sama bzdura jak naród Amerykański !!!”
„otoczka”?! „Izraela mieszanie”?! Toż to humbug! Jedynymi kryteriami, jakimi kierowali się Niemcy dla określenia, kto jest Żydem, były zasady zawarte w osławionych Ustawach Norymberskich. Żeby tę wiedzę posiąść - szanowny TEBE – wcale nie trzeba być wielce rozgarniętym.
Na osławionej konferencji w Wannsee sporządzony został w ramach Besprechungsprotokoll z konferencji „Endlösung der Judenfrage” dokładny liczebny wykaz Żydów całej Europy (...na razie tylko Europy). Ogółem przewidziano „likwidację” 11 milionów Żydów.

„Chodzi mi o to że w sumie mamy Holokaust Polaków, Rosjan,Chińczyków,Niemców,Japończyków i wszystkich tych nacji gdzie ginęła masowo ludność cywilna.”
Wynika z powyższego, że nie znasz TEBE znaczenia słowa holokaust, ani jego odniesienia do zagłady Żydów. Termin holokaust pochodzi od greckiego słowa holocaustikós, oznaczającego ofiarę całopalną (spalaną w całości).
Elie Wiesel w sposób lapidarny sformułował powszechnie znany fakt: „Nie wszystkie ofiary były Żydami, ale wszyscy Żydzi byli ofiarami.“.
NB Elie Wiesel jest autorem terminu holocaust, dziś powszechnie stosowanego dla określenia zagłady Żydów w czasie ostatniej wojny.
Wg historyków w okresie II w. św. relatywnie największe straty ludnościowe poniosła Polska, bo na 1000 mieszkańców aż 220 (następne z kolei państwo - ZSRR 124, Jugosławia 108, a np. Norwegia 3!). Natomiast Żydów europejskich wymordowano niemal wszystkich; tylko w Polsce - wg prof. Fuksa - z liczby 3020000 Żydów z przed wojny Niemcy wymordowali od 2.9 mil. do 3,0 mil. osób.

„Polska nie wywołała wojny,byłą ofiarą,ludzie tu żyjący widzieli i przeżyli ogromną traumę nie porównywalną chyba do żadne go innego kraju w Europie,dla tego takie podjazdy w stylu a widzisz głupi polaczku Wy też byliście zbrodniazami trochę mnie załamują.”
A nie załamuje Cię fakt, iż Polacy rzeczywiście dopuszczali się okrucieństw na swoich współobywatelach w okresie II w. św. i tuż po jej zakończeniu? Nie załamują Cię też okrutne zbrodnie pewnych grup Polaków popełnione po wojnie na niemieckiej ludności cywilnej, na dzieciach, kobietach i starcach (np. Kujawy – rok 1945)? Nie załamuje Cię fakt, że Polacy wykorzystywali byłe hitlerowskie obozy pracy, a nawet koncentracyjne, umieszczając w nich Niemców, a także Polaków, zgotowawszy uwięzionym warunki podobne do tych, w jakich przebywali więźniowie hitlerowców?

"Trzeba pamiętać że to ONI redagują i wydają podręczniki do historii”
Zechciej TEBE wyjaśnić, kim wg Ciebie są owi tajemniczy "ONI". Jestem laikiem nie mającym z branżą wydawniczą nic wspólnego i od zawsze wydawało mi się, że autorami podręczników są naukowcy określonych dziedzin, a wydawaniem podręczników zajmują się najczęściej niezależne przedsiębiorstwa wydawnicze. Oświeć mnie, jeśli jest inaczej.

Na koniec jeszcze krótka uwaga. Czytając Twoje posty można odnieść wrażenie, że swoją wiedzę o historii najnowszej pobierasz TEBE w kinie. Szukanie potwierdzenia swoich tez dot. historii w obrazach filmowych, będących z reguły wytworem fantazji ich autorów, jest przecież pozbawione sensu.

I jeszcze jedno: historia najnowsza jest moją pasją, ale na długo zanim szperanie w historiografii stało się moim hobby, poznałem wiele zdarzeń z autopsji; wojnę, okupację przeżyłem w Warszawie, znam także Pomorze Gdańskie z lat okupacji, kiedy nazywało się Reichsgau Danzig-Westpreussen i w fazie końca wojny.

Autor:  penetrattor [ 31 maja 2008, 01:58 ]
Tytuł: 

Ale powiało J.T Grossem i jego "Sąsiadami"spalonymi rzekomo żywcem przez Polaków w stodole.Najpierw niech Niemcy Rosjanie,Ukraińcy,Litwini,Żydzi rozliczą się ze swoich zbrodni wobec Polaków i wypłacą odzkodowania, a nie że sami jako kaci oczekują tego od swoich ofiar. Czy pamięta jeszcze ktoś, że Niemcy na mocy Traktatu Wersalskiego mieli płacić kontrybucję wojenną za I wojnę światową do 1983 r minionego stulecia.A oni nie dość, że z tego się wogóle nie wywiązali to zdążyli wywołać kolejną wojnę światową i wywinąć się także z jej konsekwencji. Aktualnie Niemcy (ale też nie tylko oni) ustawiają się bardzo chetnie w roli pokrzywdzonych, wypędzonych ofiar,aby w ten sposób zakamuflować swoje zbrodnie i ponowne żądania rewizjonistyczne. Napewno Niemcy też ponieśli ofiary i była to tragedia i dramat, ale sami sobie wybrali ten los, na własne życznie.W końcu Hitler wygrał wybory demokratycznie dzięki miażdżącemu poparciu narodu niemieckiego.A co co by było z Polską i Polakmi a także innymi narodami, gdybyA. Hitler wygrał wojnę ?Czy Niemcy mieliby dzisiaj jakiekolwiek poczucie winy za zbrodnie i czy płaciliby jakieś odszkodowania?

Autor:  Apolinary [ 01 cze 2008, 21:43 ]
Tytuł:  Powiało, ale z postu Penetrattora - hipokryzją

penetrattor: Ale powiało J.T Grossem i jego "Sąsiadami"spalonymi rzekomo żywcem przez Polaków w stodole.
eres: „spalonymi rzekomo”(sic!). Wynika z powyższego, że należysz do wyznawców zasady: „jeśli fakty przeczą moim twierdzeniom, to tym gorzej dla faktów.” Jesteś z tych bogoojczyźnianych Polaków, którzy nie przyjmują do wiadomości faktów zawartych w treści dokumentacji IPN dot. jedwabieńskiej zbrodni. Ba, nie mają zamiaru z nią się zapoznać, aby nie psuć sobie dobrego samopoczucia quasi-patrioty.
Życzliwie radzę, przeczytaj raz jeszcze - starannie - motto mojego poprzedniego wpisu.

penetrattor: Najpierw niech Niemcy Rosjanie,Ukraińcy,Litwini,Żydzi rozliczą się ze swoich zbrodni wobec Polaków i wypłacą odzkodowania, a nie że sami jako kaci oczekują tego od swoich ofiar.
eres: Według Ciebie my, Polacy, powinniśmy postępować zgodnie ze starotestamentową zasadą: „oko za oko, ząb za ząb”, czyli „miecz niech się mieczem odciśnie” - mordy, okrucieństwa popełnione przez naszych wrogów to skrajne zło, natomiast te same czyny popełniane przez naszych rodaków to szlachetny, usprawiedliwiony odwet, zgodny z filozofią murzynka Kalego: „oni mordować – be! My mordować – cacy.” Czymże więc my, Polacy, mamy wg Ciebie różnić się od naszych wrogów? Tylko rozmiarem popełnionego zła?
Jestem przeświadczony, że nie czytałeś ani Grossa „Sąsiadów” ani tegoż autora „Strachu”. Wynika to z Twojego komentarza. Mniemam, że Twoja o tych pracach wiedza pochodzi wyłącznie z osławionych recenzji znanego radiomaryjnego żydożercy, niejakiego Jerzego Roberta Nowaka.
Myślę, że dla zachowania swojego dobrego samopoczucia „prawdziwego” Polaka nie przestudiowałeś prac innych historyków polskich, takich jak np. Marka Jana Chodakiewicza („Żydzi i Polacy 1918-1955”), z którego pracy dowiedziałbyś się o wielu bardziej dla nas Polaków przykrych, zawstydzających faktach, niż te podane przez Grossa. Zadaj sobie trochę trudu i poznaj też prawdę o „tolerancyjnych” Polakach z lat międzywojennych, przeczytaj Tomasza Szaroty „U progu zagłady”, czy Moniki Natkowskiej „Numerus clausus, getto ławkowe, numerus nullus, ‘paragraf aryjski’.” Przeczytaj też Marka Wierzbickiego „Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim”

penetrattor: Czy pamięta jeszcze ktoś, że Niemcy na mocy Traktatu Wersalskiego mieli płacić kontrybucję wojenną za I wojnę światową do 1983 r minionego stulecia.A oni nie dość, że z tego się wogóle nie wywiązali to zdążyli wywołać kolejną wojnę światową i wywinąć się także z jej konsekwencji. Aktualnie Niemcy (ale też nie tylko oni) ustawiają się bardzo chetnie w roli pokrzywdzonych, wypędzonych ofiar,aby w ten sposób zakamuflować swoje zbrodnie i ponowne żądania rewizjonistyczne. Napewno Niemcy też ponieśli ofiary i była to tragedia i dramat, ale sami sobie wybrali ten los, na własne życznie.W końcu Hitler wygrał wybory demokratycznie dzięki miażdżącemu poparciu narodu niemieckiego.
eres: Truizmy, truizmy. Tylko czy są to wg Ciebie argumenty mające usprawiedliwić nasze niecne czyny popełnione na naszych współobywatelach Żydach, na Ukraińcach (tak, tak, nawet, jeśli nacjonaliści ukraińscy popełnili na naszych rodakach wielokrotnie więcej zbrodniczych czynów), czy na bezbronnej ludności niemieckiej?

penetrattor: A co co by było z Polską i Polakmi a także innymi narodami, gdybyA. Hitler wygrał wojnę ?
eres: Każdy, kto zapoznał się z treścią „Generalplan Ost” dobrze wie, jaki los w takim przypadku przypadłby Słowianom. Ale czy ta wiedza może nas uprawniać do postępowania z pokonanym wrogiem, a zwłaszcza z jego bezbronną cywilną ludnością tak, jak to czynił hitlerowski najeźdźca z naszą ludnością?

Autor:  gościu [ 02 cze 2008, 14:42 ]
Tytuł: 

I kwestia taka do rozważenia : gdyby przebieg wyzwalania części wschodniej Europy był przeprowadzany w sposób jak to sie dzis mówi: humanitarny, zgodny z poszanowaniem prawa ludzkiego, zgodny z rozmaitymi konwencjami itd, a nie w analogicznie brutalny, drański i bestialski, jak ta cała wojna i okupacja-to czy bylibyśmy dzisiaj wolni? Bo -jest prawdą- żle się stało, że Bogu ducha winna ludność cywilna wszystkich stron najbardziej ucierpiała (delikatnie powiedziane :? ) i poniosła w związku z tym najstraszliwsze konsekwencje. Lecz - czy na tak ciężkąchorobę nie trzeba było właśnie zastosować drakońskiej metody leczenia i leku, który lecząc jednocześnie szkodzi ?! Po prostu i prostacku mówiąc "trafił swój na swego" czyli jeden drań na drugiego i tylko tak ...hmm, nie wiem jak to określić..."godni siebie przeciwnicy?"- mogli przeważyć szalę zwycięstwa z jednej a klęski z drugiej - na swoją i naszą wspólną stronę. Czyli jeszcze raz-gdyby wyzwalanie nie było przeprowadzane w sposób bezpardonowy i bezlitosny, nie licząc ofiar- to czy jeszcze byłoby coś z nas ?.
Tego, co się stało, nic już nie zmieni, lecz obie, ba-wszystkie strony konfliktu muszą pamiętać o niewinnych ofiarach wszystko jedno, jakiej nacji. Niewinność i bezbronność na pierwszym miejscu. Przed siłą.

Strona 1 z 1 Strefa czasowa UTC+2godz.
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
https://www.phpbb.com/