|
Poniżej relacja spisana przez Stefana Fiskusa (w nawiązaniu do postu jarosławskiego) Byłem strażnikiem granicznym Z LAT WOJNY STEFAN FIKUS
Wybrzeże jak i Śląsk, były najbardziej niespokojnymi terenami Polski tuż przed drugą wojną światową. Na niewielkim obszarze Polski północnej, między Lęborkiem i Gdańskiem, bardzo często i dość łatwo dochodziło do starć i spięć. Niemieccy emisariusze, różnej maści agenci i renegaci, mieli ułatwioną drogę na teren Polski poprzez tzw. Korytarz Pomorski. Ludność kaszubska, od wieków żyjąca w zagrożeniu germańskim, skutecznie znosiła swój los, nie dawała się skłócić niemieckim krętaczom podważającym dobre imię Polski. Po dojściu Hitlera do władzy, emisariuszów i tajnych agentów przybywało, byli coraz natarczywsi i bezczelni. Ich propagandzie poddawali się ludzie starsi, zgorzkniali i nieufni przeżytym dwudziestoleciem w Polsce. Natomiast młode pokolenie, pomimo niedostatków i Bezrobocia, biedy i rozczarowań, zupełnie inaczej podchodziło do sprawy Polski, bronienia jej granic. Młodzież kaszubska w większości zorganizowana była w różne towarzystwa i organizacje o podłożu patriotycznym i wysoce moralnym. Należała do Katolickiego towarzyszenia Młodzieży, harcerstwa, skautingu, Stronnictwa Narodowego, Straży Pożarnej, "OSP", do Związku Strzeleckiego, a starsi do ..Powstańców" i "Wojaków". Były jeszcze inne organizacje i stowarzyszenia. chociażby "Polski Związek Zachodni". Wszystkie te organizacje miały na celu budzić w ludziach ducha patriotycznego, poszanowanie Ojczyzny, kochać to co polskie, dać z siebie wszystko dla kraju. Niemcy mieli tak rozbudowany aparat szpiegowski na tych terenach, że dokładnie wiedzieli o wszystkim. Na wsi było wielu takich, którzy często bezmyślnie i z głupoty własnej przekazywali dane o ludziach i działaczach polskich, o obiektach wojskowych i zastrzeżonych dla ludności cywilnej. Na podstawie tych wszystkich donosów i przekazów Niemcy mieli gotowe 1isty osób, które należy usunąć, zniszczyć lub wysiedlić. Na wiele miesięcy przed wkroczeniem na te tereny mieli już gotowy plan eksterminacji wielu tysięcy rodzin, przeważnie całej inteligencji pomorskiej. Mówi jeden ze świadków tych wydarzeń z 1939 r. kapral 2 p. szwoleżerów ze Starogardu, który na rozkaz mobilizacyjny wszedł w szeregi Straży Granicznej Placówki Kębłowo, podlegającej l Morskiemu Pułkowi Strzelców. którego dowódcą był płk Kazimierz Pruszkowski. Wspomniany świadek nazywa się Paweł Roraf, syn Antoniego zam. w Kębłowie, obecnie w Lęborku. ..Zostałem zmobilizowany i przydzielony do naszej pobliskiej Placówki Straży Granicznej w Kębłowie. Naszym zadaniem było pilnowane granicy. mieć baczenie na Niemców. trzymać łączność z innymi patrolami i placówkami. Ze swoim kol. chodziłem w patrolu na odcinku Zamostne, Zelewo, Strzebielino pod Tępcz obserwując granicę. W tym rejonie płynęła rzeczka Reda i co rano zalegała w tej dolinie gęsta, mleczna mgła, co bardzo sprzyjało dywersantom i szpiegom, którzy zaczęli aktywnie działać. Wczesnym rankiem l września 1939 r. około godz. 4.30 przeleciały nad nami wysoko od strony Lęborka. ciężko ład("nl samoloty. kierując się na Gdynię i Hel. O godz. 4.45 spadły pierwsze bomby na hangary lotniska morskiego w Pucku. na Helu. a więc wojna. Od strony Gdańska słychać silną strzelaninę. na niebie coraz więcej samolotów. Patrole piechoty podsunięto na nbezpieczenie duktów leśnych. zapór drogowych i przejazdowych. w celu powstrzymania wroga. Ale na razie nic specjalneę:o nie było widać. N'lsza sytuacja w niczym Się nie zmieniła. Niemcy tylko mac3li prze.iścia graniczne. słaba sbone polskich oddziałów. pelptrowali posterunki Straży Granicznej. Do dnia 3.9. Niemcy zdolali tylko llrzekroczyć e:ranicę i zająć posterunki Policji i Straży Granicznej w Strzebielinie i zahć wieś Nadole. DOlliero oni'l 3.9. nacisneli Il"SZe posterunki Straży Granicznej a te nie były w stanie sie oprzeć, ani atakować. Niemcv wyczuli słabo strony Polaków w rejonie Warszkowa gdzie shł V Baon Obrony Narodowej w sile 350 ludzi i tam uderzy1i. Tego dnia aby nie być odciętym od własnych oddziałów dostaliśmy rozkaz wycofania ze Strzebielina i Kębłowa. włączając nas do penetracji l Morskiego Pułku Strzelców. Odtąd żołnierze graniczni i żołnierze l MPS chodzili w patrolu w rejon Zamostnego, Warszkowa. Kębłowa i Luzina. Staliśmy na kwaterze w Wejherowie, w Gimnazjum przy ul. Sobieskiego. Na patrol wychodziłem z żołnierzami do Zamostnego, Góry i Kębłowa. Niemcy w dniu 3.9. dochodzili do samej rzeczki Redy i Piaśnicy, szli bardzo ostrożnie. Widzieliśmy dokładnie jak przekraczają tę rzeczkę, a nam nie wolno było do nich strzelać, bo naszym zadaniem było tylko obserwować, badać teren i pilnować. Ludzi było mało do walki, brak było uzbrojenia. z oburzeniem i niewiarą odchodzili do domów ochotnicy, których zgłosiło się bardzo wielu, którzy chcieli walczyć z wrogiem. Nie starczało nawet broni ani umundurowania dla powołanych mobilizacyjnie. Tą siłą jaką posiadaliśmy przeciwko tak dobrze uzbrojonemu wrogowi i jego przewadze. długo nie mogliśmy walczyć. Ale bezkarnie nie oddawaliśmy naszej ziemi. Po tygodniu czasu walki odbywały się już pod Wejherowem o Żydowską Górę. Ale już na południe od Wejherowa słychać było strzelaninę. Wybuchy artyleryjskie i bomb. Po dwóch dniach walk o ten rejon, opuściliśmy Żydowską Górę i wycofaliśmy się do Redy. Ubyło wielu żołnierzy, ale i Niemcy mieli wielu zabitych i rannych. W kierunku na Redę i Ciekocino cofał się mocno przetrzebiony V Baon ON spod Warszkowa. Na linii Gdynia-Reda-Wejherowo kursował nasz pociąg pancerny, który kontrolował a potem ostrzeliwał Niemców. W Redzie omal nie zostaliśmy odcięci od swoich. bo Niemcy podeszli od Gniewowa do Rumii i Zagórza. Wówczas w nocy z soboty na niedziele, wycofaliśmy się pospiesznie przez łąki i bagna w kierunku Kazimierza i Kępy Oksywskiej. Od poniedziałku zaczęło się ostrzeliwanie Kępy Oksywskiej. Po okropnym ostrzale szły do ataku wrogie zastępy. Jednak ataki ich załamały się o naszej i obronie. W piekle ognia myśmy poszli do natarcia. Najgorsze to te bomby i pociski artyleryjskie, Waliły wprost w okopy, wgniatały, miażdżyły, mieszały trupy z rannymi i z piaskiem. Po piekielnym ataku za dnia, nocą ruszaliśmy do przeciwnatarcia. szuka1iśmy jedzenia, picia, porządkowaliśmy okopy. A od wczesnego rana znowu to samo piekło. ogień, piekielny huk i przeraźliwe krzyki rannych i zabijanych. Coraz to gorzej i mocniej bombardują z dział i samolotów, jakby chcieli tą małą Kępę przewalić, a naszych samolotów... nigdzie na niebie. Niebo przeraźliwie czyste i sprzyjające Niemcom. U góry Niemcy, tam na dole Niemcy, coraz ich więcej i coraz bliżej. Ledwie dyszymy i zipiemy. Nie ma chleba, wody, lekarstw. Śpimy między trupami jak kto może, a rannych nie ma kto zbierać. Po opuszczeniu Kazimierza cofamy się do Dębogórza i dalej pod Kossakowo. Ziemia zryta była pociskami, że całego miejsca nie było, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Nie wiem kiedy to było i który to już dzień, bo wszystko się pomieszało. gdy nasi przestali strzelać. Na niebie słońce świeciło, ale przymglone i przyduszone kurzem. Nastała jakaś dziwna i straszna cisza. W uszach dzwoniło, w oczach kołatały ognie. Tam gdzie staliśmy, padliśmy na ziemię, obojętni na wszystko. Ale rozwścieczeni Niemcy zaczęli się na nas drzeć, krzyczeć, popychać i tłuc kolbami i zganiać w jedno miejsce. Większość naszych leżała zabitych. a prawie każdy był ranny i kontuzjowany. Zabrali nas i wpakowali do jakiejś stodoły. Pić się bardzo chciało głód skręcał kiszki a Niemcy stoją z gotowymi karabinami do strzału. Kiedy powoli zaczęliśmy przychodzić do siebie. zdawaliśmy sobie wtedy sprawę. że dla nas wszystko już skończone. Ale tak się nam tylko zdawało. Bo gdy tak leżymy. Niemcy odchodzą do nas. wchodzą miedzy nas. szukają czegoś i kogoś, Ja byłem całkiem zrezygnowany. wiec wyjąłem książeczkę do nabożeństwa, z która się nie rozstawałem. bo matka dała mi ją na drogę, abym pamiętał i z niej zacząłem się modlić. Miałem długie buty oficerki, ze Straży Granicznej. Kiedy Niemcy do mnie podeszli z bronią gotową do strzału. zapytali co czytam, Popatrzyli na książeczkę, na buty i powiedzieli że jestem zapewne prister. jakimś księdzem, bo czytam jakąś biblię. Dali mnie spokój. Innych przeszukiwali, potem nas poustawiali w kolumny, gotując no marszu. Prowadzili nas w kolumnie szosą przez Redę. Wejherowo, Strzebielino do Lęborka. Na naszym terenie podchodzi1i do nas mieszkańcy wsi i podawali papierosy, chleb czy coś do picia. Ale eskorta złożona z żołnierzy uzbrojonych po zęby. odganiała. i groziła zastrzeleniem, a my tacy głodni i spragnieni. Znałem ten teren bardzo dobrze. to Są przecież nasze strony... Myślę sobie... żeby tak dać nura do tego zielonego jeszcze lasu. zmylić ich uwagę i uciec. Nie chciałem iść do niewoli, to przecież jeszcze nie koniec z tym wszystkim. Przez cały czas ta myśl mnie prześladowała. Zaczęło szarzeć gdy zbliżaliśmy się pobliże Lęborka. Po lewej stronie naszej kolumny widnieje potężny, ciemny las. Muszę uciec! Koniecznie uciec, tym lasem do domu...Jest przecież ciemno, to nie zauważą. Trochę strachu i skok na lewo do lasu.
|